Bóg mnie zmienia

Każdy z nas chciałby zobaczyć zmiany w dziedzinach, w których czasem się zmaga. Porażki na gruncie moralności, czy złe nawyki, których nie możemy się pozbyć zniechęcają nas. Jak Bóg podchodzi do tych słabości? Gdzie leży klucz do wolności i prawdziwej przemiany? Świadomość, czym jest Boża łaska, uczyniła w moim życiu wielką różnicę. Jestem przekonana, że może zmienić i twoje.

Z czym kojarzy ci się słowo „łaska”? Dla mnie najlepiej opisał ją Joseph Cooke: „Łaska to twarz miłości, kiedy ta spotyka niedoskonałość, słabość, upadek i grzech”.2

Co to jest „łaska”?

Jest to ta właściwość Bożego serca, która pozwala Mu nie postąpić z nami według naszych grzechów i nie odpłacić nam za nasze występki. To Boża wierność pomimo naszej niewierności. To wszystko to, czym musi być miłość, kiedy spotyka się z brakiem miłości, słabością, niedoskonałością, z tym, co na nią nie zasługuje i godne jest pogardy. Bóg jest gotów odpowiedzieć na naszą potrzebę bez sprawdzania naszych zasług. Łaska to niezasłużona przychylność.

Bóg w swej łasce obdarza miłością, dobrocią i przychylnością każdego, kto Jemu zaufa. Nie musisz na nią zapracowywać. Jedyne co musisz, to być w relacji z Bogiem, aby móc Jego łaskę otrzymać.

Najbardziej potrzebujemy Bożej łaski kiedy odkrywamy to, co niechlubne w naszym życiu: niewłaściwe decyzje, nawyki i zachowania, których się wstydzimy, dziedziny, w których chcemy widzieć Boże zmiany, ale jednocześnie boimy się, że Bóg nas za nie potępi. Jeśli w naszym sercu zamieszkał przez wiarę Chrystus, należymy teraz do Niego, otrzymaliśmy przebaczenie i Jego łaskę. To właśnie Jego łaska wyzwala nas i przemienia. Dlatego tak istotne jest, by wiedzieć, co Pismo Święte mówi na temat łaski Boga.

Każdy z nas jest świadom tego, co w nas dobre i tego, co złe. Lubimy pokazywać światu to, co w nas najlepsze. A to, czego się wstydzimy, najchętniej ukrywamy.

Nasza kultura propaguje ideę samorozwoju. Poświęcamy więc dużo czasu i energii na analizę swojej osoby, próbując wymyślić skuteczny sposób poprawienia tej gorszej strony. A to, czego ulepszyć nie zdołamy, lub - póki co - nie zdołaliśmy, ukrywamy.

Chowając się ze wstydu

Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek, poznając nową osobę, pomyśleć: „Mam nadzieję, że nigdy się o mnie tego a tego nie dowie.”? A może wspomniałeś dobremu przyjacielowi: „Tylko nikomu tego o mnie nie mów, dobrze?”. Kiedy nawiązujemy relację z Bogiem możemy myśleć, że jest On podobny do nas. Wydaje nam się, że musimy ukrywać przed Nim nasze niedoskonałości. Problem w tym, że próbując ukryć zbyt wiele możemy zapomnieć, kim naprawdę jesteśmy, a przez to utracić szczery kontakt z Bogiem.

Bóg tego nie chce. Jego drogi nie są naszymi drogami. Nie przyjmuje On w nas tylko tego, co dobre, odrzucając to, co Mu się nie podoba. On widzi nas jako całość, a nie osobę z rozdwojeniem jaźni. Bóg mówi: „Nie próbuj na siłę poprawiać tego, co złe. Nie uda ci się samemu. Bez względu na to, jakie ulepszenia wprowadzisz, nigdy nie będą one wystarczające, gdyż Ja sam jestem doskonały. Oddaj mi to, co w tobie dobre i to, co złe, a ja uczynię z ciebie nowego człowieka”.

Jak doświadczyć Bożej łaski?

Trudno zrozumieć łaskę bez zrozumienia prawa. Patrzymy na doskonałe Boże Prawo, Jego przykazania oraz standardy i szczerze mówiąc daleko nam do ich spełnienia. Co zrobić z Bożym Prawem, z Jego przykazami? Prawo jest dla nas niczym lustro. Patrząc w lustro możesz dostrzec smugę błota na swoim policzku, o której nie miałeś pojęcia. Lustro nie zetrze tego brudu, ale cieszysz się, że spojrzałeś na swoje odbicie przed wyjściem z domu. W ten sam sposób Boże Prawo ujawnia nasze niedoskonałości i grzechy, a my wdzięczni jesteśmy, że możemy je zobaczyć. Dzięki temu mamy szansę przynieść je do Boga, a On może się Nimi zająć w swojej łaskawości. List do Galatów 3:24 mówi: „Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, [który miał prowadzić] ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie”. Przychodząc do Chrystusa po raz pierwszy wiemy, że potrzebujemy Zbawiciela. Prawda jest taka, że będziemy Go potrzebować do końca naszego życia.

W Hbr 4:13-16 czytamy: „Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek. Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili”.

Przychodząc w prawdzie i pokorze

Przychodząc w prawdzie i pokorze do tronu łaski możemy jej doświadczyć. Przeciwieństwem przychodzenia w prawdzie jest próba ukrywania się i niewychodzenia do Bożego światła.

Pozwól, że będę z tobą szczera i podzielę się tym, co sama musiałam oddać Bogu przed Jego tronem łaski. Kwestia jedzenia była polem moich zmagań przez większość mojego życia. Nie pamiętam, abym była otyłym dzieckiem, ale mniej więcej w pierwszej klasie liceum moje koleżanki, które ważyły mniej niż ja, zaczęły narzekać, że są okropnie grube. Moja pierwsza myśl była taka, że skoro one uważają się za grube, a przecież ważą mniej niż ja, to ja muszę być strasznie otyła!” Ważyłam wtedy mniej więcej 55 kilogramów. Od tego momentu jedzenie zaczęło być moim problemem. Ciągle myślałam o tym, czego nie powinnam jeść, a im więcej o tym myślałam, tym bardziej miałam na to ochotę. Na dodatek moja mama upominała mnie, mówiąc: „Myślę, że wyglądałabyś lepiej, gdybyś tego nie jadła. Czemu nie spróbujesz trochę schudnąć?” Zabrała mnie nawet do dietetyka.

Kiedy zdałam na studia, kupowałam jedzenie i chowałam przed ludźmi mając świadomość, że nie powinnam tego jeść. Moje szuflady wypełniały batony, a kiedyś nawet ukryłam pod moim łóżkiem cały tort czekoladowy. A gdyby ktoś wtedy powiedział, że nie powinnam go jeść, wtedy nabrałabym ochoty na dziesięć takich tortów. Niedaleko mojego akademika były dwa bary szybkiej obsługi. Pamiętam, jak szłam do jednego z nich, zamawiałam cheesburgera, frytki i colę. Zjadałam to, a potem biegłam do tego drugiego baru i zamawiałam kolejnego cheesburgera, frytki i szejka. Ze wstydu nie chciałam zamawiać takiej góry jedzenia w jednym miejscu, więc jadłam na dwie raty. Jeśli nie miałam czasu, zamawiałam dla siebie cheesburgera, frytki i colę, a potem mówiłam: „A co on chciał...? A, tak, dla niego poproszę hamburgera, colę i frytki”. Udawałam, że zamawiam dla dwóch osób, a potem sama to wszystko pochłaniałam. Ale ukrywałam to. Kłamałam.

Wolność od kłamstwa

Kiedy oddałam swoje życie Chrystusowi, On wziął mnie taką, jaka byłam i stopniowo, z upływem lat, widziałam postępujące uzdrowienie mojego problemu z odżywianiem. Byłam uzależniona od jedzenia, a Bóg w miarę upływu lat usunął to uzależnienie.

Jednak od czasu do czasu nadal się z tym zmagam, zwłaszcza w myślach. Na przykład, kiedy miałam być mówcą na konferencji dla otyłych singli w Kolorado pomyślałam: „Muszę trochę schudnąć zanim pojadę na tą konferencję”. Próbowałam, ale mi się nie udawało. Postanowiłam więc, że zacznę od następnego poniedziałku. Konferencja zbliżała się wielkimi krokami, a ja nadal chciałam zrzucić jakieś pięć kilogramów. Im bardziej się starałam, tym gorzej mi szło. Powiedziałam więc Kay, mojej przyjaciółce, że jestem zniechęcona tym, ile ważę, i że chciałabym stracić pięć kilogramów zanim pojadę do Kolorado. Podałam jej moją wymarzoną wagę. Ona zapytała mnie wtedy: „Czy naprawdę sądzisz, że bardziej cię polubią, gdy będziesz szczuplejsza?” Moje oczy wypełniły łzy, gdy zdałam sobie sprawę, że część mnie naprawdę tak sądzi. Kiedy Kay powiedziała, że kocha mnie taką, jaka jestem i nie interesuje jej ile ważę, zaczęłam płakać. Moja przyjaciółka okazała mi łaskę, gdy ja w pokorze wyznałam jej, i samej sobie, prawdę. I wiesz co? Otrzymałam nową motywację i naprawdę trochę schudłam.

Łaska czyni to, do czego prawo nie jest zdolne. W Hbr 13:9 czytamy: „Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom, dobrze bowiem jest wzmacniać serce łaską, a nie pokarmami, które nie przynoszą korzyści tym, co się o nie ubiegają”. Bóg uczyni to samo dla nas jeśli staniemy przed Nim w szczerości.

Spójrz na Łk 18:9-14, gdzie Jezus opowiada taką przypowieść: „Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: "Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam". Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: "Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!" Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony»”.

Przychodząc w szczerości i z wiarą

Jeśli nie przyjdziemy w pokorze po Jego łaski, nie będzie między nami żadnej relacji. Przychodząc do naszego Pana i wyznając, jak bardzo wiele nam brakuje w niektórych dziedzinach, otrzymamy od Niego łaskę i pomocną dłoń w tych właśnie sprawach. On nie oczekuje, że zmienimy siebie na własną rękę. Oczekuje natomiast, abyśmy w prawdzie i z wiarą przychodzili do Niego, oddając Mu wszystko to, czym się martwimy (1 P 5:5-7).

Najlepiej radzą sobie osoby, które mają świadomość swoich słabości, i zamiast się z nich tłumaczyć, potrafią przyznać: „Panie, miej łaskę dla mnie, grzesznika”.

Faryzeusze z całych sił starali się być świętymi i przestrzegać prawa, ale chcieli tym zrobić wrażenie na ludziach. Jezus nazwał ich „pobielanymi grobami”. Z zewnątrz wszystko wyglądało w porządku, ale wewnątrz byli martwi, a ich serca przepełnione goryczą na myśl o Jezusie. Posuwali się do wszystkiego, aby upewnić się, że przepis o niepracowaniu w szabat jest przestrzegany. Gdy Jezus w swoim miłosierdziu uleczył kogoś w szabat, krytykowali Go za to.

Czasem jest nam łatwiej żyć w relacji z Prawem, niż w relacji z Bogiem. Szatan woli, gdy skupiamy się na przepisach (Bożych poleceniach), a nie na Jezusie Chrystusie.

Jeśli chcemy doświadczyć Bożej łaskawości musimy przyjść w szczerości i pokorze serca. W Jk 4:6 czytamy: „Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę”.

Kilka lat temu młoda kobieta podeszła do mnie po spotkaniu, które prowadziłam. Miała zachmurzoną minę i odniosłam wrażenie, że jest bardzo przygnębiona i pełna potępiających myśli. Po kilku minutach rozmowy dowiedziałam się, że podjęła decyzję oddania życia Jezusowi, ale nadal w jej życiu obecny był nawyk, którego bardzo się wstydziła. Próbowała się go pozbyć na wszelkie sposoby, ale odnosiła porażkę. I kiedy ulegała swojej słabości czuła się przygnębiona i potępiona. Wyjaśniłam jej, że Szatan uwielbia, gdy grzeszymy, i gdy potem może nas tym grzechem prześladować i sprawiać, byśmy odczuwali potępienie. Zapytałam ją, czy kiedykolwiek przyszła z tym grzechem do Boga. Odpowiedź brzmiała „nie”. Wstyd nie pozwolił jej powiedzieć o tym Bogu.

„Następnym razem, gdy to się zdarzy, użyj swojego grzechu, by przypomnieć sobie o Bożej miłości, zamiast w samotności radzić sobie z uczuciami potępienia”. Poradziłam jej, że z tym grzechem powinna wejść w strefę Bożej światłości modląc się: „Panie, dziękuję, że należę do Ciebie. Dziękuję, że mnie kochasz. Panie, krew Jezusa Chrystusa oczyszcza mnie z każdego grzechu. Uznaję mój grzech, ale bez Twojej pomocy nie potrafię z nim zerwać. Panie, chcę stanąć po stronie Twojej i Twojego Słowa. Czy mocą Twego Ducha Świętego uczynisz we mnie i przeze mnie to, czego ja sama uczynić nie potrafię?”.

Pomodliłyśmy się i razem dziękowałyśmy Bogu za Jego łaskę i obecność. Było dla mnie bardzo wyraźne, że miała ona pragnienie odwrócenia się i pokuty za ten grzech. Kilka miesięcy później otrzymałam od niej krótki list. Na moja prośbę opisała, jak się czuje. Oto jego fragment: „Ney, zdumiewa mnie, jak wiele zmieniło się w ostatnich dwóch miesiącach”. Wcześniej była pod wpływem grzechu, ale nie pod wpływem łaski. Kiedy stanęła w pokorze przed Panem przynosząc swój grzech w obręb Jego łaski, Bóg wyszedł jej naprzeciw.

Uwierz, aby otrzymać

Hbr 4:13 mówi: „Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek”. Z kolei w Rz 5:20 czytamy: „ [...] Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”. Powinniśmy zaufać, że otrzymamy Bożą łaskę, aby jej doświadczyć. Musimy chwycić Boga za słowo, że ma On dla nas swoją łaskę, aby móc ją otrzymać. Oczekujmy z wiarą na Jego działanie. A On będzie działał.

Jeśli wiem, ze Bóg jest godzien całkowitego zaufania, jeśli wiem, że Jego miłość jest realna, a Jego dobroć pozbawiona fałszu, jeśli wiem, że troszcząc się o mnie przygotował mi pełne obfitości życie, to wiem też, że postąpi wobec mnie zgodnie ze swoją naturą. Wyciągnie do mnie dłoń, sięgając w dół, tam gdzie naprawdę jestem. Jego łaska ma moc, by mnie przemienić. Ma moc, by dotknąć najgłębsze pokłady motywacji kryjące się w moim sercu i uczynić mnie nową osobą. A to właśnie jest jedną z rzeczy, które nam obiecuje: „Takie jest przymierze, które zawrę z domem Izraela w owych dniach, mówi Pan. Dam prawo moje w ich myśli, a na sercach ich wypiszę je, i będę im Bogiem, a oni będą Mi ludem”. Bóg w swojej łasce czyni w naszym życiu to, czego prawo uczynić nie mogło.

2 Kor 3:18 mówi: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu”. Przemiana to proces. Kiedy decydujemy się ufać Bogu i trzymać Go za słowo, pozwalamy Mu, by przemieniał nasze serca i myśli. Ale musimy pamiętać, że zmiany te nie zachodzą wszystkie na raz.

Lewis Sperry Chafer napisał książkę dogłębnie poruszającą temat łaski, w której możemy przeczytać: „Słowo Boże daje niezaprzeczalne świadectwo temu, że każdy aspekt zbawienia, każde błogosławieństwo Bożej łaski, w czasie i wieczności warunkowane jest wiarą”.

Bóg przemienia nas mocą swojej łaski

W jaki sposób więc doświadczamy Bożej łaski? Przychodzimy do Boga w naszej słabości, niezdolności, w grzechu i porażce. Podejmujemy decyzję, by zaufać Jego miłości i temu, że może nas zmienić; odpoczywamy w Jego łasce. Rezultatem tego jest duchowy wzrost.

W 2 P 3:18 czytamy: „Wzrastajcie zaś w łasce i poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa!”.

W historii o synu marnotrawnym w Łk 15, syn marnotrawny opuścił dom, roztrwonił majątek ojca, aż znalazłszy się w wielkiej potrzebie uświadomił sobie, że ojciec może okazać mu dobroć. Wersety 17-19 mówią: „Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników”. Zdecydował ukorzyć się, powstał i ruszył do domu swego ojca. Wracając do niego był szczery. Ale wiesz co? Starszemu bratu wcale się to nie podobało. Starszy brat, który zganił ojca za okazanie łaski młodszemu bratu reprezentuje legalizm. Skoro nie przestrzegał prawa, nie zasługuje na łaskę; takie było stanowisko starszego syna. Jednak ojciec kochał syna marnotrawnego, bez względu na to, co ten uczynił.

Relacja z Bogiem jest silniejsza niż prawo. Szatan chciałby nas widzieć przywiązanych do prawa, abyśmy w swoim legalizmie mieli poczucie winy i potępienia. Ale Bóg mówi do nas w Rz 8:1: „Teraz jednak dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia”. Mając Bożą łaskę dysponujemy czymś więcej, niż własnymi zasobami. Mamy Ducha Świętego, który uzdalnia nas do pełnienia Bożej woli. Życie napełnione Duchem Świętym to ciągłe odkrywanie Jego łaski. Życie napełnione Duchem to przyznawanie się do upadków i oddawanie ich wciąż na nowo Bogu. Biorąc odpowiedzialność za nasz grzech i prosząc Boga, aby nas zmieniał, otwieramy drogę do wzrostu.

Na krzyżu Jezus umarł za nasze grzechy, za wszystko to, co w nas złe. Byliśmy winni i On za te winy zapłacił. Wyznając nasze grzechy, rozprawiamy się z tym, co jest nie tak i co zostało już spłacone na krzyżu. Bycie Bożą kobietą czy Bożym mężczyzną polega na byciu pokornym i szczerym w obliczu grzechu, przyjmowaniu Bożej łaski i wzrastaniu.

John Powell powiedział kiedyś: „Wydaje nam się, że musimy zmienić się, wzrastać i postępować dobrze, aby być kochanym. Ale jest raczej tak, że On kocha nas i daje swoją łaskę, abyśmy mogli zmieniać się, wzrastać i postępować dobrze”.

Nie otrzymamy uzdrowienia tylko w tym, co pozostawimy w ukryciu. Aby wrastać musimy pozostawać wierni prawdzie. Dzięki Bożej łasce mamy wolność, aby stanąć twarzą w twarz z Bogiem i w świetle Bożego Słowa zobaczyć prawdę o nas samych. Świadomość pełnej miłości i akceptacji ze strony Boga pozwala nam odpowiedzieć na wezwanie i przychodzić do Niego ze wszystkim, aby On sam pomógł nam doświadczyć wolności (J 8:32) i życia w obfitości (J 10:10).

Koniec z potępieniem

Pamiętam młodą dziewczynę, która przyszła do mnie po radę. Przygniatało ją poczucie winy i nie mogła spać. Odczuwała potępienie i okropny strach przed upokorzeniem. Przyczyną tego stanu było to, że żyła w grzechu niemoralności. Wiedziała, że Słowo Boże tego zabrania. Dała się wciągnąć w pułapkę grzechu, ale bała się komukolwiek o tym powiedzieć, gdyż obawiała się odrzucenia. Wymruczała pod nosem całą historię nie patrząc mi ani razu w oczy. Nie pominęła żadnego szczegółu, bo potrzebowała pomocy. Widać było, że prawdziwie żałuje tego grzechu. Chciała się od niego odwrócić. W mojej obecności wyznała go Bogu i przyjęła Jego przebaczenie i łaskę. Powiedziała mi później, że gdy przyszła do mnie tamtego dnia, przebywała w wewnętrznym emocjonalnym więzieniu. Wychodząc z niego znalazła nie odrzucenie, ale miłość i akceptację.

Kilka miesięcy później otrzymałam list, w którym napisała: „Moje łańcuchy opadły, drzwi lochu otwarły się na oścież, a z moich barków zdjęto ogromny ciężar. Miałam poczucie wolności i odnowienia. Nie stało się to dzięki temu, co ja zrobiłam, ale dzięki temu, co zrobiłaś ty, dzięki temu, jaka byłaś. Pokazałaś mi Jego miłość, akceptację i przebaczenie”. Zaproponowałam, że będę ją od czasu do czasu kontrolować w związku z sytuacją. Okazało się, że nigdy nie czuła się z tym źle, gdyż widziała, że moja postawa do niej pełna jest łaski. Zwróciła się też o pomoc do fachowca, co pozwoliło jej zrozumieć głębiej własne potrzeby. Gdy jej doświadczyła, łaska stała się dla niej czymś realnym, a nie jedynie terminem teologicznym.

Święte, dobre i doskonałe prawo obnażyło jej grzech niczym lustro. Ona stanęła przed nim w pokorze. Wyznała swój grzech. Wyznała prawdę sobie, mnie, Bogu. Przychodząc do Boga otrzymała łaskę potrzebną jej na ten trudny czas. Kiedy w pokorze i szczerości przyniosła swój grzech do światła, Pan obdarzył ją łaską i uwolnił, aby mogła wzrosnąć w wierze.

Pomyśl o obszarach we własnym życiu, w których czujesz się potępiony i obawiasz się odrzucenia, obszarach, które są dalekie od doskonałości. Potrzebujemy przyjść do Boga w pokorze i prawdzie, gdy widzimy, że nie jesteśmy w stanie sami przestrzegać Prawa. Nie trzeba się ukrywać. Nie trzeba kłamać. Nie trzeba czuć się potępionym.

„Teraz jednak dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Albowiem prawo Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod prawa grzechu i śmierci. Co bowiem było niemożliwe dla Prawa [...] [tego dokonał Bóg]. On to zesłał Syna swego w ciele [...] aby to, co nakazuje Prawo, wypełniło się w nas, o ile postępujemy nie według ciała, ale według Ducha” (Rz 8:1-4).

„Wszyscy zaś wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5:5-7).

„Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8:31-39).

Ney Bailey jest autorką „Wiara nie jest uczuciem”, Lubelskie Stowarzyszenie Chrześcijańskie "Pojednanie", 1989.

Polecana lektura dodatkowa: Dr Henry Cloud „Changes that heal”, wyd. Zondervan.

(1) Fragment z nowej książki Ney Bailey, wyd. WaterBrook Press, 2004. Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie niniejszego artykułu i używanie jego fragmentów bez pisemnej zgody autora jest zabronione. Przekazanie artykułu innej osobie jest dozwolone z niniejszą notą o prawach autorskich.
(2) J. R. Cooke „Free For The Taking – The Life-Changing Power of Grace” (w druku).